<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Wywiad z Tadziem Milwiczem"> 
<author_1=Antoni Sonimski>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="8">
<date=1954-08-08>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
- No, a czym chciaby zosta, jak bdziesz dorosy?
- Szoferem  odpowiada bez namysu.
Za naszych lat dziecinnych kade prawie dziecko odpowiadao: dorokarzem albo onierzem. Postp daje si zauway we wszystkich dziedzinach. Jeszcze za par lat wszyscy malcy bd marzyli o karierze pilota.
Ta namitno do kierowania wehikuem jest typowa dla dzieci wielkich miast.
Tadzio dostaje ode mnie szklank mleka i ciastko. Mwimy teraz o istotnych sprawach. To co sysz zawstydza mnie i smuci. Ojciec jest bezrobotny. Chodzi na obiad na ul. Leszno, gdzie za pitnacie groszy wydaj zup z kota. Chodzi piechot  z Powila, bo tramwaj kosztuje wicej ni obiad. Matka chora. Dawniej zarabiaa praniem. Brat starszy te bezrobotny. Modszy sprzedaje zapaki  czasem przyniesie zotwk, czasem dwie. Ca rodzin utrzymuje ten may, mieszny dzieciak, dzie jego  to ciga walka, niepokj i udrka. Jeli nie rozsprzeda wszystkich gazet, ma strat, bo zwrotw nie przyjmuj. Wraca do domu pno w nocy i pi do poudnia. Przewanie niedosypia. W sobot sprzedaje ca noc i cay ranek Express niedzielny. Potem kadzie si spa rankiem i pi cay dzie i ca noc a do poniedziaku. To s jedyne chwile wypoczynku. Ale mimo tych wszystkich trudw wesoo go nie opuszcza. Ma on przyjaci: jeden, to malec zwany Austryjak (albo Smoluch). Przezwisko pochodzi od starej austriackiej czapki onierskiej, ktra zawdrowaa na jaki mietnik warszawski. Drugi przyjaciel, to Marian, sprzedawca zapaek, sprytny, wyszczekany wyrostek. Z nimi, chocia si do tego nie chce przyzna, oddaje si Tadzio namitnoci strasznej i zgubnej: grze w ora i reszk. Przynosi mu to czasem lekki zarobek, ale czasem spada na niego piorunem klski. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
